"Hardkorowy Koksu"? Przecież to Nakoksowany Prymityw

Po wałce, przepraszam – walce z Dawidem Ozdobą był wyraźnie dumny z tego, że wygrał. Pewnie nie rozumiał, że sam też powinien zostać zdyskwalifikowany. Gdybyś Robertowi Burneice w tamtej chwili powiedział, że na kolejnej gali jego rywalem będzie Mamed Khalidov, jego wyraz twarzy by się nawet nie zmienił i powiedziałby coś w stylu: „To zaj..., bo go rozpierd...”. Póki co jest niepokonany w MMA i raczej nie rozumie, że to tylko dlatego, że za rywali miał większych przebierańców od siebie. Jako „Hardkorowy Koksu” stał się idolem polskiej młodzieży. Sorry - dla mnie to zwykły półgłówek. Marionetka, wykorzystywana przez ludzi do zarabiania kasy.

Z Burneiką (pozwólcie, że będę go nazywał właśnie w ten sposób, bo „sportowy hardkor” z niego taki, jak ze Smudy poliglota) miałem okazję przeprowadzać wywiad. I muszę przyznać, że było to jedno z moich najciekawszych dziennikarskich doświadczeń.

To był chyba maj 2012 i wywiad dla naTemat, na który pojechaliśmy we trójkę (nie ze strachu, bardziej z ciekawości). Wcześniej usiedliśmy i przygotowaliśmy sobie ponad dwadzieścia pytań. I wiecie co? Skończyły się po czterech minutach. Trzeba było improwizować, ale improwizacja przydaje się wtedy, gdy od rozmówcy możesz coś ciekawego wyciągać.

Tu było inaczej. Mogliśmy dowiedzieć się, co najwyżej tego, że jak nasi nie będą chlać to na Euro 2012 nie będzie lipy. Że Burneika grał kiedyś w piłkę, by innym niszczyć nogi. I że w Stanach na siłowni wszyscy ciągle napierd.... Głębokie, prawda? W pewnej chwili przerwał swój trzysekundowy wywód, bo akurat przyszła potrójna porcja schabowego i rzucił: „Wyłączajcie maszynę, bo teraz wpierd...”.

Kilka innych fragmentów tamtej rozmowy (tu znajdziecie link do całego wywiadu, z litości dla Burneiki nie daliśmy wszystkiego):

My: - Te filmy w internecie to pana pomysł?
On: - Mój pomysł, mój pomysł. Hardkorowe były, nie?! (śmiech)

My: - A jak zaczęła się pasja do kulturystyki?
On: - Jak to jak się zaczęła? Głupie pytanie. Podniosłem ciężary i tak to się zaczęło, no.

On: - Jak ktoś jest cham, to dostaje jak cham.
My: - Najman zasłużył?
On: - Zasłużył na wpierd... i dostał (śmiech)

Z Najmanem Burneika wygrał swoją debiutancką walkę w MMA, na gali Attack 2, w kwietniu ubiegłego roku. Dziś o Najmanie mówi się w środowisku, że dokonał rzeczy niebywałej, bo nabrał całą Polskę, wmówił jej, że jest sportowcem, a inni dodaję, że to człowiek, który zarabia w życie notorycznie dostając w łeb.Ale jedno ich dzieli. Gdy poprosiłem kiedyś Najmana, by ocenił swoje osiągnięcia sportowe w skali od 1 do 10, on bez dłuższego wahania odpowiedział: „4”. Burneiki o to nie zapytaliśmy wprost, ale już na początku rozmowy przyznał, że zdecydowanie bardziej jest sportowcem niż celebrytą.

W sobotę ten wielki sportowiec poruszał się po klatce z gracją słonia w składzie porcelany, zadał jeden dość groźny cios i czasem dostawał od tancerza erotycznego oklep. Inteligentny człowiek paliłby się ze wstydu, ale Burneika mówił Mateuszowi Borkowi, że niewiele mógł zrobić, bo tamten ciągle uciekał. I chwalił się, może go zacytuję: „Bez żadnego trenowania powiem. Tylko ciężary dźwigałem i żadne cardio nie robiłem”. Niesamowite. Przecież to tak, jakby Tomasz Adamek z radością i dumą chwalił się po fartownie wygranej walce, że tak naprawdę to on sobie przed nią przez kilka miesięcy grał w piłkę. Żałosne.

Z Najmana jest oczywiście też żaden sportowiec, ale to on – prywatnie ciekawy, inteligentny gość – jest dla mnie autorem najciekawszej charakterystyki Roberta Burneiki. W wywiadzie, jaki z nim kiedyś robiłem, podsumował go tak:

„To jest głupek. Prymitywny głupek. Człowiek, który namawia na tych filmikach do brania koksu i staje się idolem polskiej młodzieży. Boli mnie to. To jest jasny przekaz, on tam nie owija w bawełnę. A w Polsce potrafi zrobić taką furorę”.

Takiego chcecie idola? Nie wystarcza wam Piotr Żyła i potrzebujecie wersji XXL? Gościa, który na jednym filmie pokazywał co stanie się z głową Najmana i powtarzał, że „spotkają się na walkę”? A na drugim mówi, że przypiekli mu stejka i zj... go trochę. Wiem, że do waszego języka weszły zwroty w stylu „nie ma lipy!”, „co za pompa!”, „czeba wpjerd...”. Ten gość stał się celebrytą, dla niektórych wręcz autorytetem i dla mnie to przykre.

Przecież tego faceta można bardzo łatwo omamić. To marionetka. Powiesz mu, że on może zdobyć w Rio de Janeiro złoto w ciężarach i gość ci uwierzy. Zamiast prowadzić specjalistyczny trening, będzie nagrywał filmik, chwaląc się w nim z tą swoją durną miną, że rwanie to on trenuje w klubach w Las Vegas, jak żona nie patrzy.

Hardkorowy to on może i jest. Bo hardkorowy z niego prymityw. Nie, to nie jest żadna poza ani gra, jak niektórzy myślą. W rozmowie z Borkiem powiedział, że ma za duże „bicki”. Szkoda, że to nie "bicki" służą do myślenia.

Tu znajdziesz Kubę Radomskiego na Twitterze
Trwa ładowanie komentarzy...